Bogaty ojciec, biedny ojciec: Kupić, nie kupić?

No tak, czasami się tak dzieje. Wsadziłem kij w mrowisko, kiedy ostatnio omawiałem Roberta Kiyosaki, co nieuchronnie łączy się z jego słynną książką o finansach osobistych Bogaty ojciec, biedny ojciec. Książka ta stała się dla wielu inspiracją, ale wydaje się ona zyskiwać tyluż krytyków co orędowników. A cóż naprawdę kryje jej okładka? Zajrzyjmy.

Jeżeli w tym tygodniu śledziłeś TheSimpleDollar, to już wiesz, że tytuł Bogaty ojciec, biedny ojciec równie dobrze mógłby brzmieć Dobro, zło i nieprzyjemności. Po kolei:

Dobro

Na najbardziej elementarnym poziomie większość koncepcji tej książki jest słuszna. Podstawowe założenie książki brzmi: powinieneś starać się oszczędzać pieniądze i gromadzić majątek, który w końcu zastąpi ci dochody, jakie uzyskujesz w pracy – i z tym się w zupełności zgadzam. Jest to inspirujące, gdyż maluje przed nami spełnienie marzeń i wolne, niezależne życie.

Zło

Książka zaczyna się sypać, kiedy spróbujesz zastosować ją w konkretnych sytuacjach. Gdybyś chciał dokładnie naśladować „opowieści sukcesu”, o których pisze Kiyosaki, stwierdzisz, że jest ich niewiele, a poza tym opisywane konkretne sytuacje i sposoby wcale nie są tak łatwe do powtórzenia.

Nieprzyjemnie

Jednak ta książka powala mnie przede wszystkim tym, że wielokrotnie jest po prostu obraźliwa. Kiyosaki znieważa i poniża wszystkich, którzy nie podzielają jego punktu widzenia, wyraża się o nich „głupcy” i „ciułacze”. To beznadziejna i bardzo kiepska metoda nakręcania sprzedaży, nie dająca zupełnie żadnych korzyści czytelnikowi, prostacko kreująca autora na osobę silną, gdy pozostali są słabeuszami. To śmieszne i poniżające wszystkich czytelników – czy się z tym zgadzają, czy też nie.

Tak więc Bogaty ojciec, biedny ojciec ma pewne zalety, ale otoczone zewsząd samymi problemami. Ostatnim gwoździem do trumny niech będzie fakt, że tę „dobrą” część łatwo znaleźć w innych książkach i to bez owych niezrozumiałych przykładów, zniewag i koniunkturalizmu. Na przykład, spróbuj sięgnąć po Your Money or Your Life*): te same zalecenia polegania na sobie, oszczędzania i pilnowania własnych spraw, ale przedstawione z konkretnymi przykładami, z których można skorzystać oraz, co ważniejsze, bez uciekania się do owych rażących koniunkturalizmów i obrażania

Jedynym więc powodem, dla którego można kupić tę książkę, jest moment, gdy koniecznie potrzebna jest ci inspiracja, a nigdzie już nie możesz znaleźć Your Money or Your Life. W przeciwnym razie nie kupuj tej książki i nie trać na nią czasu.


*) Your Money Or Your Life: 9 Steps To Transforming Your Relationship With Money And Achieving Financial Independence – Joe Dominguez, Vicki Robin, Monique Tilford; Wydawnictwo: Penguin Books, Ilość stron: 400, Oprawa: Miękka, ISBN: 0143115766


P.S. Ponieważ przed tygodniem namawiałem do zakupu pewnej książki, której – przyznam, – nie przeczytałem dokładnie, dzisiaj czuję się w obowiązku uzupełnić tamten felieton powyższym tłumaczeniem.
[Tłumaczenie własne z bloga The Simple Dollar]

1 Comment

  • Ja osobiscie polecam te ksiazke kazdemu kto potrzebuje inspiracji przy tworzeniu majatku aczkolwiek przestrzegalbym przed bezmyslnym wierzeniem we wszystko co w niej napisane. To w zadnym wypadku nie jest dokladna instrukcja chociaz wiele opisanych mechanizmow dziala co potwierdzam wlasnym doswiadczeniem. Przepraszam za brak polskich znakow ale nie mam takowych na klawiaturze. Greetings from Ireland for everybody

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *